Środa, 09 Wrzesień 2009 18:14

Doprawdy niewiele osób o tym wie, że narodziny procesu integracji europejskiej swoje podwaliny miały znacznie wcześniej niż utworzenie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Bowiem 14 maja 1944 roku rządy trzech sąsiadujących ze sobą monarchii, przebywających na uchodźstwie w Londynie, podpisały traktat powołujący Unię Celną Krajów Beneluksu. Nazwę tworzą pierwsze litery nazw państw: Belgique (Belgia), Nederland (Holandia), Luxembourg (Luksemburg).
Prawdą jest, że państwa Beneluksu są jednymi z najbardziej zaludnionych, zurbanizowanych i rozwiniętych gospodarczo państw świata. Powszechnie wiadomo, że recesja gospodarcza szalejąca na świecie nie ominęła również tych najbogatszych państw Europy Zachodniej. Zatem należy zadać sobie pytanie: jak wygląda gospodarka prekursorów integracji europejskiej w trudnych czasach recesji?
Bez wątpienia skutki spowolnienia gospodarczego spośród krajów Beneluksu najbardziej odczuwa Holandia. Jak wynika z informacji zawartych w Country Report Dun & Bradstreet, gospodarka Królestwa Niderlandów znajduje się o krok od największej recesji od roku 1930. Stan faktyczny potwierdza zarówno obecna sytuacja, jak również nienapawające optymizmem prognozy analityków. W Holandii bowiem już piąty kwartał z rzędu kurczy się PKB, w II kwartale spadek wyniósł 0,9 proc. w stosunku do danych z pierwszych trzech miesięcy. W stosunku do danych z ubiegłego roku gospodarka skurczyła się aż o 5,1 proc., co oznacza największą recesję od czasu II wojny światowej. A przecież nie zawsze tak było. Jak pokazują dane Europejskiego Urzędu Statystycznego, Holendrom obca jest sytuacja, w której odnotowuje się ujemny wskaźnik PKB. Średnio w ujęciu rocznym, gospodarka w ostatniej dekadzie rozwijała się z tempie 2,5 proc. Analitycy Dun & Bradstreet prognozują, że w roku bieżącym może nastąpić spadek PKB nawet do 4,5 proc. Niezbyt optymistyczną przyszłość prognozują również analitycy Eurostat, którzy przewidują nieco mniejszy spadek holenderskiego PKB do poziomu 3,5 proc. w br. Nieznacznego ożywienia można spodziewać się dopiero w roku 2010, kiedy to PKB oscylować będzie w granicach 0,4 poniżej zera.
Powodem niezbyt dobrych wyników jest przede wszystkim spadek inwestycji o blisko 13 proc. głównie w przemyśle i budownictwie, a także eksportu o blisko 11 proc. Jest to o tyle istotne, że spadek produkcji dotyczy głównych gałęzi przemysłu Holandii, co w ogromnym stopniu przekłada się na słabnącą kondycję całego kraju. W tym miejscu należy zaznaczyć, że Królestwo Niderlandów posiada największe wśród państw UE zasoby naturalne gazu ziemnego. Roczne wydobycie tego surowca wynosi ok. 70 mld m3 i blisko dwukrotnie przekracza zapotrzebowanie kraju. Przemysł wydobywczy generuje ok. 3 proc. PKB kraju w skali roku. Spadek siły wytwórczej zauważalny jest również w przemyśle chemicznym, który obejmuje ok. 10 proc. całkowitego zatrudnienia Holandii, generując ponad 3,5 proc. PKB. Produkcja chemiczna stanowi ok. 15 proc. całkowitej produkcji a blisko 20 proc. całości niderlandzkiego eksportu stanowią właśnie produkty przemysłu chemicznego. Spadek produkcji odczuli również niemal wszyscy spośród 18 tys. przedsiębiorców działających w holenderskim sektorze metalurgicznym. Jest to o tyle istotne, że przedsiębiorstwa te zatrudniają ponad 260 tys. pracowników, którzy w tym trudnym okresie stają się potencjalnie zagrożeni utratą pracy.
Spowolnienie gospodarcze i kurczenie się produkcji przemysłowej przekłada się na rosnące bezrobocie, które w pierwszej kolejności dotyka ludność napływową, w tym również pracujących w Holandii Polaków. Od początku roku bezrobocie wzrosło o 0,5 proc., co w kraju, który może poszczycić się najniższą stopą bezrobocia spośród członków Unii Europejskiej, uznawane jest za mało optymistyczną prognozę na przyszłość. Należy również zauważyć, że stopa bezrobocia wzrasta z miesiąca na miesiąc o 0,1 proc. i w czerwcu br. wyniosła 3,3 proc. Analitycy Dun & Bradstreet szacują, że bezrobocie w Holandii wzrosnąć może niemal dwukrotnie z 375 tys. w 2008 r. do 675 – 800 tys. na koniec roku 2010. Bez wątpienia całe pokolenie nigdy nie doświadczyło podobnej recesji, a od dnia zakończenia II wojny światowej Holendrzy nie odczuli takiego załamania gospodarczego. Najbardziej jednak zaskakuje fakt szybkości, z jaką załamanie to postępowało. Największym zagrożeniem wydaje się być niemający precedensu w przeszłości fakt narastającego bezrobocia. Jednak mimo wszystko życzyłbym sobie, aby kryzys gospodarczy miał taką twarz jak w Holandii. Bowiem w Europie nie brakuje takich państw, w których wskaźniki dotyczące wzrostu stopy bezrobocia, inflacji czy też spadku produkcji przemysłowej mierzy się dwucyfrowo.
Dodaj komentarz