Sobota, 16 Luty 2008 15:03
Rotterdam leży pośrodku labiryntu rzek i sztucznych szlaków wodnych tworzących podwójne ujście Renu (Rijn) i Mozy (Maas). Miasto dość szybko zostało odbudowane ze zniszczeń w czasie II wojny światowej, a także w dziedzinie kultury błyszczy pierwszorzędnymi atrakcjami.Port zaczął odgrywać ważną rolę już w XIV w., a od czasu utworzenia Republiki Zjednoczonych Prowincji Niderlandów Rotterdam dzielił dole i niedole kraju jako jeden z najważniejszych ośrodków miejskich. W XIX w. miasto straciło na znaczeniu, zaskoczone przemysłową ekspansją Zagłębia Ruhry, wchodzeniem w użycie w żegludze coraz większych statków i zwiększającym się zamuleniem Mozy. W latach 1866–1872 udało się przekopać kanał żeglugowy Nieuwe Waterweg i powróciła pomyślna koniunktura utrzymująca się do dziś.
Ciężkie chwile przeżywał Rotterdam w okresie II wojny światowej. W 1940 r. Niemcy zbombardowali śródmieście, cztery lata później, już wycofując się, zniszczyli znaczną część portu, a póki trwała okupacja, miasto nękały naloty aliantów. Po wojnie port szybko odbudowano.
Kiedy jednak na morzach pojawiły się gigantyczne kontenerowce i tankowce, których nie dało się obsługiwać w rotterdamskim porcie, gdyż urządzenia portowe były już przestarzałe, rotterdamczycy postanowili zbudować całkiem nowy port dla statków dalekomorskich. 25 km na zachód od starego miasta, przy samym ujściu połączonych rzek do otwartego Morza Północnego powstał Europoort, ukończony w
1968 r. Zawijają tam nawet największe statki, co pozwala Rotterdamowi utrzymywać pozycję największego portu świata, przeładowującego rocznie ok. 350 milionów ton towarów. Ponad połowa dóbr sprowadzanych do Europy drogą morską z innych kontynentów przechodzi przez Rotterdam.
Z podobnym zapałem i rozmachem władze miejskie zaplanowały odbudowę zrujnowanego centrum. Nie było powrotu do dawnych ciasnych uliczek i ceglanych domków – zastąpiono je formami zupełnie nowymi i ultranowoczesnymi: ekstrawagancką dżunglą wysokościowców ze szkła i betonu, z rozległymi przestrzeniami pozostawionymi ruchowi pieszemu. Obecnie, po kilkudziesięciu latach, gdy projekt został na dobre doprowadzony do końca, widać, że niektóre jego elementy, jak kubiczne domy mieszkalne (
kubuswoningen) w dzielnicy Blaak, znakomicie sprawdziły się w praktyce.
Nowoczesny Rotterdam nie byłby może specjalną atrakcją dla turystów, gdyby nie kilka perełek w tym morzu funkcjonalności. Należą do nich przede wszystkim dwa obiekty w Museumpark, pomyślanym jako część miasta zaspokajająca potrzeby kulturalne: muzeum sztuki nowoczesnej Kunsthal oraz Boijmans Van Beuningen Museum, jedna z najlepszych galerii sztuki w kraju. Ciekawe jest także Delfshaven, zabytkowa dzielnica przyportowa, która niemal nietknięta przetrwała bombardowania niemieckie. Całkiem inny charakter ma Oudehaven, najstarszy port Rotterdamu, zrównany z ziemią podczas nalotów bombowych, lecz później pieczołowicie odbudowany.
Spośród kilku dworców kolejowych w mieście najbliższy centrum jest Centraal Station, przy którym rozciąga się Stationsplein, główny węzeł wspaniale rozwiniętego systemu komunikacji miejskiej – z metrem, tramwajami i autobusami. Do biura
VVV (Coolsingel 67) idzie się z dworca 10 minut.
Z placu przed Centraal Station (Stationsplein) biegnie na południe wydłużony Kruisplein, a dalej bliźniacze arterie Westersingel i Mauritsweg, przecinając zachodnią część centrum na dwoje. Na zachód od nich ciągną się robotnicze dzielnice mieszkaniowe, a na wschód wyrasta dżungla wielopiętrowych nowoczesnych budowli z ulicami handlowymi pomiędzy nimi, ujęta w czworobok, który zamykają arterie Weena, Coolsingel i Westblaak. Schemat tego czworoboku jest dość zawiły; jeśli ma on jakieś centrum, to byłby nim Lijnbaan, pierwsza w Europie ulica-pasaż handlowy wyłączona z ruchu kołowego. Ukończony w 1953 r. Lijnbaan ma wartość urbanistycznego pierwowzoru, wygląda jednak na chybiony przez źle dobrane proporcje – zbyt szerokie ulice przy niskiej zabudowie odbierają przestrzeni wszelką intymność. Z popełnionego w Rotterdamie błędu urbaniści wyciągnęli zresztą naukę.