Wtorek, 20 Kwiecień 2010 06:40
Prawie 90 tysiący Opolan pracuje obecnie w Holandii. Życie tam to jednak nie sielanka. Problemów z nieuczciwymi firmami i nieznajomością przepisów nie brakuje. Widzą to też przedstawiciele biur pośrednictwa pracy.Do niedawna głównym problemem 84 tysięcy Opolan, którzy pracują obecnie w Holandii były niejasne interpretacje przepisów podatkowych. Od kilku miesięcy sprawa jest nieaktualna, co nie znaczy, że problemy z zakwaterowaniem, formalnościami w ZUS-ie czy zasiłkami socjalnymi zniknęły. Aby omówić niektóre z nich przedstawiciele opolskich biur pośrednictwa pracy spotkali się z ambasadorem Królestwa Niderlandów.
Dlaczego akurat tu?- Opolszczyzna to region z którego do Holandii co roku wyjeżdża najwięcej Polaków - wyjaśnia Robert Bos z firmy Pran, który był jednym z organizatorów spotkania.
Jedną z głównych zgłoszonych na spotkaniu spraw był fakt, że Polacy bardzo często nie mają informacji o pełni swoich praw. Chodzi m.in. o to, że każdy zameldowany w Holandii Polak już po trzech miesiącach - o ile wcześniej tyle samo pracował w Polsce - nabywa prawo do zasiłków. Jednak aby udowodnić zatrudnienie w naszym kraju, trzeba przedstawić zaświadczenie z ZUS-u. I tu pojawiają się problemy.
- Polski ZUS jest mocno zdecentralizowany - komentuje Guido Vreuls, szef opolskiego oddziału OTTO. - Jeśli ktoś pracował w kilku miejscach, dane na temat jego zatrudnienia znajdują się w kilku wojewódzkich oddziałach ZUS i bardzo trudno je zdobyć.
Vreuls zwraca uwagą na dodatkową przeszkodę, z jaką spotykają się korzystający z usług jego firmy Opolanie. Zdaniem biznesmena wymogi w polskich skierowaniach do pracy są zbyt szczegółowe i uważa on, że w takim dokumencie wystarczyłoby zaznaczyć, iż pracownik otrzyma wynagrodzenie minimalne, że ma zapewnione zakwaterowanie i - w razie zwolnienia - transport do Polski. W rzeczywistości polscy inspektorzy domagają się aktualizacji skierowań przy każdej zmianie stawki wynagrodzenia czy miejsca pracy. Dla każdej z takich korekt trzeba przyjeżdżać do Polski.
- Tu potrzeba większej elastyczności - tłumaczą holenderscy pośrednicy.
Osobnym tematem, jaki ich zdaniem zasługuje na uwagę jest duża ilość nielegalnych pośredników.
- Firmy naruszające przepisy są dla nas nieuczciwą konkurencją, nie płacą podatków, a co najważniejsze - oszukują pracowników - mówi nto Mariusz Lang z Agencji Pracy SBA Euro. - Przy okazji ich działania psują opinię wszystkim pośrednikom jak i Holandii jako miejscu, do którego warto wyjechać do pracy.
„Lewi” pośrednicy nie wypłacają jeszcze dodatków za godziny nadliczbowe, czy pracę na zmiany.
W związku nieuczciwą konkurencją pojawia się jeszcze jeden temat: niektóre firmy za pracę w Holandii płacą Polakom minimalne wynagrodzenie polskie, inne wyższe - holenderskie.
Ci, którzy płacą pracownikom mniej niż holenderskie minimum (8 euro brutto za godzinę) wliczają do płacy tzw. dodatek rozłąkowy (42 euro za dzień pracy) i dzięki temu uzyskują wyższą stawkę. Oszukani pracownicy myślą, że wszystko jest w porządku, bo dostali tyle, ile im obiecano.
Co zrobić z nieuczciwymi konkurentami?- Wzmóc kontrole i sprawdzać, czy wszyscy przestrzegają umów zbiorowych, obowiązujących przy pośrednictwie pracy - radzą opolskie biura, które wskazały, że tylko na poziomie kontaktów międzyrządowych oraz ministerialnych akcentowane przez nich problemy dadzą się rozwiązać.
- Nasze kompetencje, jako prywatnych firm nie sięgają tak daleko, ale w wszystkim nam zależy na przejrzystości przepisów - komentuje Robert Bos. Dodaje też, że spotkania takie, jak środowe z ambasadorem Holandii pozwalają przekazać pośrednikom ich postulaty, a przedstawiciele rządów mogą dzięki temu usunąć luki w przepisach.
strefabiznesu.nto.pl
Dodaj komentarz