Byłam z wizytą u lekarza. Cztery tygodnie temu coś mi się stało w szczękę - bez powodu - tak jakby wypadła mi z zawiasu. Strasznie się męczyłam przy otwieraniu ust i jedzeniu. Dostałam skierowanie od lekarza domowego do specjalisty chirurga szczękowego. Już myślałam, że będę musiała przejść operację. Na szczęście po dwóch tygodniach ból zaczął stopniowo ustępować a ruchomość szczęk powolutku zwiększać się. Jeszcze nie cały ból przeszedł, ale ma w ciągu miesiąca ustąpić. Dzisiaj natomiast miałam przykład mistrzowskiego wręcz działania tutejszych służb zdrowia.
Do lekarza domowego zgłosilam się po tygodniu bólu. Lekarz skontaktowała się ze specjalistą i dała mi namiary. Na wizytę musiałam zaczekać dwa tygodnie. Następnego dnia po telefonie do specjalisty i ustaleniu terminu, dostałam pocztą standardowy list potwierdzający termin i dane wizyty.
Właśnie dziś tam byłam - o konkretnej godzinie (przy czym w liście proszono, abym była wcześniej 10 minut). Powiadomiono mnie też, jakie dokumenty powinnam zabrać. Byłam więc z listem do specjalisty, który dostałam od lekarza domowego (lekarz domowy wszystkie dane o mnie nanosi do komputera; zaś list opisywał w skrócie z czym się zgłaszam) i z drugim listem, tym potwierdzającym termin wizyty, przesłanym przez klinikę. Recepcjonistka obejrzała list potwierdzający termin wizyty. Sprawdziła moje dane według mojej legitymacji danej kliniki - legitymację tę wraz z cyfrowym zdjęciem, wykonano mi od ręki, kiedy tylko pierwszy raz pojawiłam się w klinice; legitymacja wygląda jak karta kredytowa lub bardziej prawo jazdy. Sprawdziła też moją kartę ubezpieczeniową - jednoroczną kartę, również typu prawo jazdy, którą ubezpieczalnia przysyła co roku. Potem obejrzała moje oryginalne prawo jazdy i nie zapomniała upewnić się, czy nie zmieniły mi się adres i telefony, które mają w komputerze. Skierowała mnie do odpowiedniej poczekalni.
Nie było tam żadnej kolejki - tylko jedna osoba, która potem gdzieś zniknęła. W poczekalni była kolejna recepcja - tym razem pielęgniarka. Wzięła ode mnie list od lekarza i kiedy już siedziałam, wydrukowała plik naklejek z identycznymi kodami paskowymi. Kody te ponaklejała na moich dokumentach w założonej teczce - między innymi, na liście od lekarza. Resztę kodów włożyła za przegródkę teczki - zostawiając je do dyspozycji lekarza, który identyfikuje nimi wykonywane badania. Nic nie musiałam wyjaśniać. Zaprosiła mnie do gabinetu zabiegowego na zdjęcie. Tam wykonała mi zdjęcie przestrzenne twarzy aparatem, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Trwało to kilka chwil. Ustawiła mi podbródek na odpowiednim podparciu, specjalne łapki ustabilizowały moją głowę i skaner obrócił się wokół mojej głowy. Pewnie było to coś w rodzaju rezonansu magnetycznego. Poprosiła, abym wróciła do poczekalni.
Wszystkie te czynności trwały niespełna 10 minut - te 10 minut, o które poproszono. Po chwili przyszedł, po mnie i moją teczkę, lekarz. W Holandii zawsze lekarz wychodzi do pacjenta a nie odwrotnie. Lekarz zaprosił mnie do gabinetu.
Praktycznie lekarzowi też nie musiałam już nic wyjaśniać. Zdjęcie było już u niego w komputerze. Zadał kilka szczegółowych bardziej pytań dotyczących moich dolegliwości. Zaprosił mnie na specjalny fotel, który opuścił tak jak fotel dentystyczny. Zbadał moje szczęki. Wyjaśnil co powinnam robić. Podziękował i wyjął z szafy ulotkę (!) z instrukcjami dla mnie, jak mam dalej postępować - kolorową i na kredowym papierze. Powiedział, że jak po miesiącu ból się nie zmniejszy, to mam wrócić do niego lub dzwonić. Cała wizyta zajęła być może drugie, niecałe 10 minut...
Zastanawiam się, kiedy to u nas w Polsce tak będzie? Za 5, za 10 lat? Szczególnie zaciekawiły mnie kody, którymi lekarze i pielęgniarki oklejają wyniki badań, próbki krwi, itp. Wszystko jest w danych pacjenta i nie ma mowy o pomyłce czy nieczytelności. Kody te, zczytywane są czytnikiem, podobnym jak w supermarketach, więc każda pielęgniarka po takim zabiegu może odczytać dane właściciela próbki w komputerze. Bardzo prosta identyfikacja. Ja, w każdym razie jestem pod wrażeniem.
Marzenna Donajski
| < Poprzednia |
|---|

Rząd Holandii walczy z agencjami pracy, które lekceważą prawo - zadeklarował to w Warszawie minister spraw zagranicznych Holandii Urie Rosenthal. Spot...
więcej w:Wiadomości z Holandii

Po zerwaniu wszelkich relacji przez Afrojacka z matką swojej córki holenderski dj zabezpieczył porządnie teren wokół swojej posiadłości przed wścibski...
więcej w:Plotki.nl

Norwegia, Islandia oraz Szwecja zapewniają matkom najlepsze warunki do życia i wychowywania dzieci - wynika z raportu "Mama Indeks" szwedzkiej organiz...

Najlepszy strzelec zakończonego właśnie sezonu Premier League, Robin van Persie poinformował władze Arsenalu, że nie podpisze z klubem nowego kontrakt...

Uczeni wzięli po lupę ryby. Dowodzą, że dieta zawierająca ryby dobrze wpływa nie tylko na pracę mózgu i odporność, ale również poprawia funkcjonowanie...
![]() Holandia trochę satyrycznieKażda rodzina posiadająca psa w Holandii... Czytaj więcej |
![]() Z wizytą u Państwa G.Po nieprzespanej nocy poranek był szczeg... Czytaj więcej |
![]() Trudne życie z gipsemPierwsza noc była koszmarem. Następne te... Czytaj więcej |
![]() Kurs języka holenderskiegoPierwsza lekcja kursu odbyła się 5 paźdz... Czytaj więcej |
|
Więcej w: Blogi w Holandii |